Zczęło się dosyć niewinnie... Tak wyszło, że przypadkiem trafiłam na film pt.'Naciągacze' i w chwili, gdy w ogóle padło w nim hasło 'geocaching', google poszło w ruch. Przewertowałam dziesiątki stron, for internetowych, zdjęć i wciągnęło mnie na tyle, by wreszcie zaplanować własną trasę i wyruszyć na poszukiwania... A wszystkie zapiski z wypraw, postanowiłam ukryć w tym miejscu. ;) Tak więc - na imię mi Magda, a ten blog to zalążek mojego nowego hobby...;)
N 52° 34.627' E 21° 39.628' plus N 52° 32.845' E 21° 36.622'
sobota, 1.października.2011, 13:13Kolejne znaleziska :) znowu udało mi się wyciągnąć Kamila co tym razem poskutkowało sukcesem, bo zdobyliśmy keszx2, a co!
Szczerze mówiąc chyba nie mam szczęścia do ciekawych zawartości. Pierwsza skrzynka znowu zawierała jakieś kredki i kleje, a druga tylko podstawowe przedmioty, które w niej być muszą tj. ołówek + książeczka do wpisów. Co ciekawe na zdjęciach innych keszerów ta druga skrzynka była znacznie większa i miała jakies skarby. Cóż. zgłosiłam więc swoje uwagi do założyciela i zobaczymy co z tego wyjdzie :P
Łapcie kilka fotek, co prawda z telefonu, więc troszkę gorsze, no ale mimo wszystko - warto spojrzeć :)
mały znak wrześniowej aktywności.
wtorek, 6.września.2011, 19:54To nie tak, że rzuciłam geocaching - wręcz przeciwnie! Mój cudowny chłopak wreszcie postanowił dać szansę mojemu nowemu hobby i takim sposobem korzystając dziś z wolnej chwili odwiedziliśmy jedno miejsce. Zrobiliśmy małe zwiady i najprawdopodobniej wrócimy tam w niedługim czasie o ile szkoła i maturalne obowiązki na to pozwolą. :) a tak na deser jedna fotka z krótkiej trasy ;)
Na początek postanowiłam rozejrzeć się po okolicy. Miało być łatwo -'Treblinka, dobrze znane mi miejsce, więc pewnie szybko pójdzie' - pomyślałam. Nic bardziej mylnego! Istna porażka w dosłownym tego słowa znaczeniu. Całe szczęście udało mi się namówić rodzinkę do towarzyszenia w tych niezbyt owocnych chwilach. A było to tak...
Próba 1: Wybrałyśmy się z mamą komplenie nieprzygotowane, tj. bez GPSa :) zabawne, prawda? Kobiety, co prawda dwie blondynki ;) jadą w trasę bez podstawowego pomocnika! Wróciłyśmy z niczym, bo jak to się mówi - początki bywają trudne [oj tam, oj tam!].
Próba 2: Musicie wiedzieć, że kto jak kto, ale ja wcale tak łatwo się nie poddaję - bynajmniej w tym przypadku. Spakowałam więc rodzinę w samochód i powróciłam w to samo miejsce na kolejny podbój. Tym razem tata użyczył mi swojego GPSu. 'Pfff, pryszcz, dziś skarby są nasze!' - ehe... Znowu bez sukcesu.

Próba 3: Nie ukrywam, że byłam już lekko zniesmaczona i chciałam zaniechać kolejnych podchodów. Całe szczęście w głowie zapaliła się lampka. Postanowiłam napisać do kogoś kto po prostu już tam był. Dostałam cenne wskazówki i znowu powtórzyłam wszystkie czynności tj. spakowałam rodzinę, wzięłam sprzęt i wróciłam w wyznaczone miejsce. Co się okazało? GPS przy próbie nr 2 zaprowadził nas w zupełnie inne, a co najistotniejsze - błędne, fałszywe tereny!!! Ale ja nie o tym chciałam :) bo widzicie powiedzenie 'do trzech razy sztuka' jest jak najbardziej słuszne i szczerze je wyznaję. Udało się i cóż... To moje pierwsze znalezisko i muszę powiedzieć, że szału nie było. Ogólnie skrzynka faktycznie dobrze zachowana, ale niestety zawartość nie wywołuje uśmiechu na twarzy i choć odrobiny satysfkacji ze znalezienia. wśród śrub, papierów, komplenie bez wartościowych rzeczy, trafiłam na dwie szklane kulki i postanowiłam je ze sobą zabrać...
Mimo wszystko adrenalina jest ;) i to najbardziej mi się podoba i zachęca do zaangażowania w geocaching.










